Przesiadłem się z Maca na Windowsa. Co mnie skłoniło?

Słowem wstępu – to będzie dłuższa historia. Wszyscy znamy osoby, które przesiadały się z Windowsa na Maca, a nie na odwrót. Postaram się wyjaśnić, jak przebiegał mój proces decyzyjny w kwestii samej przesiadki na Windowsa oraz co mnie zdziwiło w tym wszystkim.

Od początku

Jednak, zacznijmy od początku. Jest rok 2018, napisałem maturę i poszedłem do pierwszej pracy w agencji marketingowej. Cały zespół pracował na Macach, więc musiałem przyzwyczaić się do nowego systemu, bo wcześniej korzystałem tylko z Windowsa. Po kilku miesiącach pracy w agencji postanowiłem, że kupię Macbooka. Akurat zaczynałem studia i uznałem to za dobrą inwestycję na lata. Wybór padł na Aira z 2017 roku, który wówczas był najnowszy i najpopularniejszy.

Laptop sprawował się bardzo dobrze przez wiele lat. Służył mi w dużej mierze do pracy oraz w notatkach na uczelni, sporadycznie do obrabiania zdjęć lub innej grafiki w programach Affinity. Bateria przez cały czas nigdy mnie nie zawodziła i sprawowała się bardzo dobrze. Macbook Air był ze mną przez cztery lata. Na początku 2022 roku zaczął mi doskwierać brak gier i słaba specyfikacja pod kątem gamingu.

Wtedy w mojej głowie pojawiła się kwestia, że czas na zmianę sprzętu. Poszukiwanie Maca do gier byłoby raczej ciężkie i bardzo trudne. Dlatego moje oczy skierowały się na oferty laptopów z systemem Windows.

Jak trwoga to do… Gatesa?

Przez cały czas, gdy miałem Macbooka to kontakt z Windowsem miałem. W międzyczasie zaliczyłem kilka zmian pracy, a wszędzie tam korzystało się z okienek, a nie jabłuszek. Tym łatwiejsza była dla mnie zmiana całego ekosystemu.

Miałem kilka wymagań wobec nowego sprzętu. Dobry procesor, dobry ekran i dobra karta graficzna. Po tygodniu przeglądania i szukania najlepszych ofert oraz obejrzenia całej masy recenzji u Zmaslo, nieantyfana i innych Klawiaturów – dodałem do koszyka TEN model. Upatrzony, naczytany i upragniony.

Nie będę robił reklamy konkretnego sprzętu, więc nie podam jakiej firmy jest laptop. Ot, doza tajemniczości!

Komputer przyszedł do mnie w eleganckim kartonie, co było moim pierwszym zaskoczeniem, bo wszyscy dobrze pamiętamy zwykłe kartony, gdzie sprzęt włożony jest w styropian, jakąś folię i tyle. Tutaj było inaczej. Opakowanie miało specjalny „mechanizm”, który sprawiał, że przy otwarciu laptop podnosił się w stronę użytkownika. Bardzo miłe i sprawiało to wrażenie, że komputer czekał na swojego nowego właściciela. Dalej było jeszcze lepiej. Odpowiednie folie i przykrycia na poszczególne elementy sprawiały, że człowiek czuł się dobrze z nową zabawką.

Przyszedł czas na uruchomienie nowego komputera. Gwoli ścisłości – fabrycznie zainstalowany był Windows 10, więc w pierwszej kolejności wykonałem instalację do Windowsa 11.

Okienka jak Mac

Kiedy wszystko było gotowe, zabrałem się do prawdziwej zabawy z nowym sprzętem. Zaskoczyła mnie szybkość odświeżania ekranu 144 Hz. Macbooki zatrzymały się na standardowych 60 Hz. To duży przeskok. Korzystam też z iPhone’a 13 mini, który też pozostał przy 60 Hz, gdzie inne telefony mają powyżej 90 Hz odświeżania.

Kolejnym zdziwieniem było przeniesienie menu start i aplikacji na środek – skojarzenia z jabłkowym dockiem są oczywiste. Sprawiało to wrażenie dla mnie, że łatwiej mi operować wszystkim. Zdecydowanie nie było to tak mocno uciążliwe. Nie miałem momentów, że się łapałem na tym, gdzie kliknąć. Praca z takim menu start była intuicyjna.

Pasek menu start. Fot. Kamil Kazimierczyk

Podobnie miałem po wywołaniu samego menu. Z tyłu głowy pojawiła się myśl, że to przypomina listę aplikacji z Maca. Oczywiście kilka zmian jest – tutaj mamy mniejsze menu start oraz proponowane pliki i programy.

Menu start po kliknięciu. Fot. Kamil Kazimierczyk

Ilość programów na Windowsa i brak problemów ze znalezieniem odpowiedniego oprogramowania przyniosło mi natomiast poczucie spokoju i stabilności. Maci dalej mają problem z tym, aby programy znane z Windowsa pojawiły się na nim. Mimo, że jest ich naprawdę dużo to były jednostkowe sytuacje, że nie mogłem znaleźć zamiennika lub jabłuszkowej wersji.

No i najważniejsze. Kwestia gier. Szukałem w dużej mierze laptopa do grania. Gry na Windowsie chodzą bardzo dobrze i wyrzuciłem z głowy od razu pytanie „Czy to jest na ten system?”. To była najważniejsza rzecz, którą się kierowałem. Granie na komputerze było dla mnie zawsze dużo przyjemniejsze od konsolowego gamingu. Wszystko za sprawą myszki i klawiatury – po prostu jest wygodne w moim odczuciu.

Warto przesiąść się z Maca na Windowsa?

Niestety, muszę powiedzieć tutaj klasyczne i akademickie: to zależy. Warto zadać sobie pytania związane ze swoimi potrzebami. Mac to wybór dla osób chyba bardziej mobilnych, które są nastawione na pracę, internet i przede wszystkim dużo się przemieszczają. W przypadku graczy – odradzam całkowicie. Nie znajdziecie wielu tytułów na Maca, dlatego pozostaje Windows, który jest stworzony do gier.

Windows jest uniwersalny i dla każdego. Jeśli myślisz o nowym laptopie, który będzie do wszystkiego – prawdopodobnie odrzucisz Maca i jego ekosystem. Z kolei przesiadka z Maca na Windowsa po wielu latach jest godnym konkurentem dla swojego rywala z Cupertino.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments